Powrót do pracy po macierzyńskim? Czarny scenariusz

czwartek, kwietnia 02, 2015

powrót do pracy  po macierzyńskim, rodzina czy kariera



Zachciało mi się "wielkiego świata". Lazurowego morza, palm. Słońca w lutym. No to teraz mam. 10 tygodni macierzyńskiego. Zostały mi 2 (słownie: DWA) tygodnie!!!! Tłukę się po mieszkaniu jak dzikie zwierzę w klatce. a w głowie kołacze się wciąż tylko to jedno pytanie: wracać czy nie wracać do pracy?

Czy Ty też chcesz mieć to wszystko? Być wspaniałą matką i pełną sukcesów business woman? Zajebistą panią domu? Robić karierę, dbać o dom i dzieci?  I jeszcze wyglądać przy tym jak milion dolarów?

Powiem Ci co ja o tym wszystkim myślę: nie da się! Po prostu. Trzeba wybrać! Nie daj się nabrać, że można to wszystko pogodzić, to jakiś mit, w który wierzymy, wpędzając się w coraz większe wyrzuty sumienia, gdy nasze życie nie wygląda jak w reklamie!

Widzę siebie w pracy. W szpilkach i garsonce. Z fałszywym uśmiechem na ustach nakłaniającą kolejnych kandydatów do podpisania cyrografu, związania się z firmą, z której sama mam ochotę uciec. Zobaczysz, będzie Ci tu super mówię, odliczając dni do kolejnej soboty, kolejnego weekendu... Myśląc że moje dzieci u obcej kobiety robią niewiadomoco. Telefon od niani: gorączka, 39 stopni. Proszę przyjechać. Przecież nie mogę, mam spotkania! Przyjadę wieczorem! W chwili między spotkaniami przeglądam na telefonie zdjęcia maluchów i ryczę. Nienawidzę moich kolegów, mojego szefa, mojej pracy... Nienawidzę siebie!

Z drugiej strony....

Widzę siebie w domu. Rozciągnięty dres, bo po co się stroić gdy nikt nie patrzy? Tak przecież wygodniej. Zabawki walają się po całym domu. Choć usiłuję je składać, wiem że jest to praca syzyfowa. Krzątam się po mieszkaniu. Szykuję obiad, karmię dzieci, modląc się, by zachciały razem iść na drzemkę, żeby choć odrobinę czasu zyskać dla siebie. Przeczytać książkę. Posiedzieć przy komputerze, obejrzeć coś w TV (nie bajkę!) Choć i tak wiem, że skończy się na sprzątaniu...

I tylko mi nie mów, że to czarnowidztwo, że przesadzam! Wiem to bardzo dobrze! Ale moja córka nie ma nawet jeszcze dwóch miesięcy, karmię ją piersią, hormony buchają ze mnie jak para z tej słynnej lokomotywy, o której czytam synkowi co wieczór i przesada to moje drugie imię. Ale nawet jeśli obedrzesz ten post z negatywnych emocji, fakt pozostanie faktem:

Wszystko ma swoją cenę. Niestety.

Powrót do pracy opłacisz załzawionymi wieczorami, bo nie widziałaś pierwszych uśmiechów, pierwszych kroczków, ominęły Cię pierwsze zabawy. Nie będzie Cię przy maluchach, gdy tego najbardziej potrzebują.

Za wychowawczy zapłacisz: podwyżką, awansem, uznaniem... To wszystko na co ciężko pracowałaś pójdzie w ręce bezdzietnych kolegów.  A to i tak przy odrobinie szczęścia. Bez niego wylądujesz bez pracy, zastąpiona przez tańszą i bezdzietną stażystkę z płaskim brzuchem i jędrnym (jeszcze) cyckiem.

Ja jeszcze myślę. A Ty, jaką cenę jesteś w stanie zapłacić? 

*** 
 Więcej tu: FACEBOOK  i  tu : INSTAGRAM   

19 komentarze

  1. To jest cholernie, tym bardziej jeśli dzieje się tak szybko i jeśli masz w perspektywie powrót do pracy, której nie lubisz. Ja w ogóle wymyśliłam dla siebie inny scenariusz, inną drogę na po macierzyńskim i ją na razie realizuję i idzie super. Ale jest tak jak mówisz - wszystko ma swoją cenę. Powodzenia w podjęciu właściwej decyzji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie to ja lubię moją pracę, jak nie miałam dzieci to nawet ją uwielbiałam. Ale siedzieć tam teraz 10h dziennie i jeszcze słyszeć ze wcześnie wychodzę-to ponad moje siły. Dzięki za słowa wsparcia.

      Usuń
    2. Ogólnie to ja lubię moją pracę, jak nie miałam dzieci to nawet ją uwielbiałam. Ale siedzieć tam teraz 10h dziennie i jeszcze słyszeć ze wcześnie wychodzę-to ponad moje siły. Dzięki za słowa wsparcia.

      Usuń
  2. Kochana Marto! Czytałam tekst z otwartą buzią i ciarkami na plecach bo ja od 2 dni w pracy po macierzyńskim... U mnie trochę inna sytuacja bo Milla ma już 13 mscy, ale też 'żal mi dupę ściskał' na samą myśl o powrocie. Teraz już przyzwyczaiłam się do myśli, że pracować muszę, a żłobek to super rozwiązanie dla niej, bo się będzie rozwijać wśród rówieśników. Ja bardzo lubię swoją pracę ale nadal mam poczucie, że ciągle coś mi będzie uciekać z życia mojego Malucha...taka chyba już dola nas mam-kobiet, że chciałybyśmy mieć wszystko w 100%. Głowa do góry, wszystko na pewno się dobrze ułoży, trzymam kciuki:) Buziaki z deszczowego Manchesteru

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo Iwona! Ja niestety mam bardzo złe doświadczenia ze żłobkiem, mój synek nabawił się tam astmy, tak często chorował :( Trzymam kciuki za Ciebie i Millunię :*

      Usuń
  3. Ten pseudo urlop macierzyński to jakaś tragiczna pomyłka....

    OdpowiedzUsuń
  4. sama nie wiem, co bym zrobiła, na szczęście mój czarny scenariusz chyba nie będzie aż tak czarny...tak jak mówisz, wszystko ma swoją cenę, a i tak słońca w lutym zazdroszczę z nienawiścią w oczach :P !

    OdpowiedzUsuń
  5. Już chciałam napisać, że ja walczę, nie odpuszczam, że chcę być supermenką i że wierzę w to, że się DA! Ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy - jednak odpuściłam. Karierę. Nie pracę, bo bez pracy żyć się nie da. Ale karierę - uznanie szefa, awanse, kasiorę i te rzeczy. Ale bez żalu (na razie). Mam je w dupie :D Myślę, że na chwilę odnalazłam swoją równowagę. Choć i tak wiele kobiet powie, że chodząc do pracy zaniedbuję dzieci. Trudno. I don't give a shit :) Równowagi i Tobie życzę. Nie martw się - przecież dzielnie sobie radzisz!

    OdpowiedzUsuń
  6. wytrzymałam 20 miesięcy w domu. to nie moja bajka. z perspektywy czasu widzę, że bardziej (inaczej, chyba lepiej) kocham moje dziecko. mam więcej cierpliwości. jakość czasu, który spędzamy razem jest lepsza.
    wiem, że nie można porównywać 20 miesięcy do dwóch, ale...

    francuski macierzyński nie wydłuża się przy każdym kolejnym dziecku? może czas się postarać?;)
    pozdrowienia
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozumiem Cię doskonale, z niczym nie przesadzasz, jest dokładnie tak jak piszesz. Ale kurcze, nie miałam zielonego pojęcia, że we FR macierzyński trwa tak dramatycznie krótko...Ciężka decyzja, bo tu nie ma lepszego i gorszego wyboru. W takich sytuacjach zawsze coś się traci. Ale życzę, aby wszystkie myśli w jedną spójną całość Ci się poukładały :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurczę, ja tutaj z życzeniami, a tu takie "kwiatki"...Pewnie podejmiesz właściwą decyzję, choć wiem, że jakakolwiek ona nie będzie, będzie trudna. Tymczasem życzę Wam po polsku i od serca zdrowych i radosnych Świąt :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem... ja nie mam jeszcze dzieciątka, ale obserwując małą Liwię od siostry, nie wyobrażam sobie po 2 miesiącach wracać do pracy... Chyba pomyślałabym tak jak Agata Adamczewska, o znalezieniu sposoby na pracę zdalną i pogodzić jedno z drugim :) Pozdrawiam, Agata.

    OdpowiedzUsuń
  10. Radosnych Świąt ! Pozdrawiam - M.

    OdpowiedzUsuń
  11. faktycznie powrót do pracy po macierzyńskim to ciężka decyzja do podjęcia! przy pierwszym dziecku miałam pół roku macierzyńskiego ustawowo,a teraz jestem w drugiej ciąży przysługuje mi już rok! :)
    tylko,że ja mam to szczęście i dzieciaczka zostawiam u babci :)
    trzymaj się i wyboru idealnego dla Ciebie i malucha życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Ech ech, rozumiem Twoje rozterki, i masz świętą rację mówiąc, że wszystko ma swoją cenę. Strasznie często w tym dążeniu do doskonałości pod każdym względem zapominamy, że zwyczajnie nie da się mieć wszystkiego i wybranie jednej drogi wyklucza pójście inną.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dwa miesiące to bardzo, bardzo krótko.
    Mam nadzieje, że wszystko się ułoży i będziesz zadowolona z wyboru.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. oj ciekawa jestem jaka zapadla decyzja...

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam szczęście, mam bardzo dobrego pracodawcę. Praca na mnie czeka. A ja 'siedzę' na wychowawczym, to już ostatnie miesiące. Siedziałam pół roku na macierzyńskim, drugie pół na zwolnieniu, teraz wychowawczy. Syn we wrześniu będzie miał 3 latka. Widzę po nim, że już czas na przedszkole. W mojej miejscowości nie dostał się do żadnego, ale się nie poddaję, składam do jeszcze jednego w pobliskiej miejscowości, dopuszczam ewentualność przedszkola prywatnego, wtedy zapewne zarobię na to przedszkole i paliwo do auta. Ale syn. On potrzebuje kontaktu z innymi dziećmi, ja już mu nie wystarczam.
    I cieszę się z tego, co zrobiłam, że zostałam. Poniekąd zmusiła mnie sytuacja- brak żłobka w mojej miejscowości. I kilka innych "braków" w tamtym czasie.
    A decyzja nigdy nie jest prosta. Trzeba głęboko przeanalizować swoje i dziecka potrzeby, możliwości.
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń